Śniadanie Babuni

  29.04.2017

Od najmłodszych lat wpaja nam się, że śniadanie to najważniejszy posiłek dnia. Że to ono wpływa na naszą energiczność, chłonność wiedzy, pomysłowość w pracy czy szkole. Porządne i piękne śniadanie jest w stanie również sprawić, że uznamy dany poranek za przyjemny, co wpłynie na nasz nastrój już do końca dnia. Jakie jest moje pierwsze skojarzenie, gdy myślę „śniadanie”? JAJECZNICA. Absolutnie bezwzględny, nieprześcigniony przez żadne skomplikowane wymysły faworyt. Smaczna, szybka – idealna. I pozornie prosta.

Śniadanie Babuni

No właśnie... jak to jest z tą jajecznicą? Niby banalna, ale nie oszukujmy się, jedna drugiej nie równa. Sama czasem będąc na gościnnych śniadaniach śmieję się, że zasada „pokaż mi swoją jajecznicę, a powiem Ci, jakim jesteś człowiekiem” powinna być gdzieś zapisana. Różnorodność naczyń, tłuszczów, dodatków – wszystko to wpływa na jej smak. I tak, jak smażenie jej na tradycyjnej patelni wydaje się być oczywiste, tak na żeliwnej już niekoniecznie. Jak więc się do tego zabrać?

Na początku odpowiedzmy sobie na pytanie, jakiej dokładnie patelni używamy. Zupełnie inaczej smaży się na żeliwnej patelni naturalnej, a inaczej na takiej z dodatkową powłoką nieprzywierającą. Przy tych pierwszych, których świetnym przedstawicielem jest firma Skeppshult, trzeba użyć zdecydowanie więcej tłuszczu, więc osobiście bardziej skłaniam się ku dodatkowym powłokom. Jajecznica na nich usmażona jest lżejsza i zdecydowanie zdrowsza. Tutaj polecam przyjrzeć się francuskiej marce Staub, która na dzień dzisiejszy robi według mnie jedne z najlepszych patelni, które jednocześnie są przystępne cenowo.

Następnym kluczowym elementem pysznej jajecznicy jest tłuszcz. Próbowałam już wielu opcji, ale nic nie przemawia do mnie tak, jak klasyczna, babcina jajecznica na maśle. I tu również polecam przyjrzeć się mu bliżej, bo masło masłu nie równe. Bardzo istotna okazuje się tu kwestia „zawartości masła w maśle” i osobiście nie schodzę poniżej 82 procent.

Jajka to już kwestia gustu. Oczywiście najsmaczniejsze są takie od wolno biegających kurek, ale gwarancję mamy tylko wtedy, kiedy sami je zbierzemy. Mam to szczęście, że raz na jakiś czas zdarza mi się okazja do zbiorów tego typu i smak moich zdobyczy jest nieziemski. Ale na co dzień używam jaj kupnych, więc na ten temat nie będę się wymądrzać. :)

Dodatki? Wedle uznania i kaprysu. Jajecznica jest na tyle wdzięczną potrawą, że niemal ze wszystkim komponuje się wybornie. Ale ta, którą pamiętam najlepiej nie zawiera w sobie nic ekstra. Jest czysta i przepyszna, więc na takiej się skupię.

Mamy składniki. Co dalej? Smażenie. Zaczyna się standardowo – patelnie musi być rozgrzana. A że patelnie żeliwne doskonale trzymają ciepło, kroki podstawowe kończymy już na tym etapie. Coraz częściej spotykam się z metodą rozgrzania patelni po to, aby po chwili wyłączyć palnik i nie ukrywam, że jest to niezwykle praktyczne i wygodne. Na rozgrzaną, ale już niepodgrzewaną patelnię wrzucamy masło. Tak, jak zostało wspomniane wcześniej – jego ilość zależy od rodzaju powierzchni. Ale według mnie im mniej, tym lepiej. Kiedy widzimy, że zmieniło konsystencję na płynną, ale jeszcze nie zdążyło zmienić barwy, dodajemy jajka. I tu ponownie jest wiele szkół. Jedni dodają jajka rozmącone, inni wbijają je bezpośrednio na patelnię. Do tego się nie mieszam, choć prawda jest taka, że pierwsza metoda jest zwyczajnie bezpieczniejsza. Dalej pozostaje nam już tylko czekać i mieszać. Nieprzywierająca powłoka i świetne rozprowadzanie temperatury wykonają pracę za nas. Nie pozostaje mi więc nic innego, jak w kolejnym kroku życzyć SMACZNEGO :)

* Zdjęcie pochodzi z serwisu zeliwnenaczynia.pl

Dodaj komentarz

 (z http://)